Polacy nie gęsi

Uwielbiam program „The voice of Poland”, bo lubię słuchać utalentowanych młodych ludzi. Ale bardzo bolało mnie, jak w audycji tej traktuje się polszczyznę. Jeden z uczestników ostatniej edycji to cudzoziemiec, zatem jurorki: Edyta Górniak i Maria Sadowska chętnie i długo mówiły do niego po angielsku, dłużej niż po polsku do polskich uczestników. A prowadzący: Tomasz Kammel i Halina Młynkowa nie śpieszyli się z tłumaczeniami. Robili też błędy w odmianie nazwisk uczestników. Wszystko pod wpływem angielskiego. Ponieważ nie chcę, by polszczyzna wymarła kiedyś jak łacina, a na obszarze między Bugiem a Odrą mówiło się po angielsku, tyle że z szeleszczącym akcentem, napisałam w tej sprawie mail do rzeczniczki prasowej Telewizji Polskiej, Aleksandry Gieros-Brzezińskiej.  Oto jego treść:

Szanowni Państwo, jestem dziennikarką, zszokowaną, w jaki sposób Telewizja Polska promuje język angielski kosztem polszczyzny w programie „The voice of Poland”. Jeden z uczestników jest cudzoziemcem, w związku z tym jurorzy mówią do niego wyłącznie po angielsku, nawet gdy zwracają się jednocześnie do innego polskiego uczestnika. A prowadzący na ogół nie tłumaczą tych wypowiedzi. Okazuje się, że jeden uczestnik jest ważniejszy niż miliony widzów przed telewizorami. Gdy Polka Aneta Sablik brała udział w niemieckim „Idolu”, musiała nauczyć się niemieckiego, bo żadnemu z jurorów nie przyszłoby do głowy dostosowywać się do niej. Podobnie jest z innymi talk-show na świecie, gdzie szanuje się język ojczysty. Poza tym, prowadzący „The voice of Poland” znów pod wpływem angielskiego nie odmieniają nazwisk uczestników. Używają formy „Krzysztofa Iwaneczko”, tymczasem dopełniacz tego nazwiska brzmi „Krzysztofa Iwaneczki”. A, gdy mówią o rodzeństwie Skibów, nie uwzględniają liczby mnogiej, podobnie jak to się dzieje w angielskim. Błędna forma „Julia i Jędrzej Skiba” zamiast „Julia i Jędrzej Skibowie” podana jest także na oficjalnej stronie programu.  W języku polskim ma ona dodatkowo dyskryminacyjny charakter, bo oznacza, że dziewczyna nazywa się Julia, a jej brat Jędrzej Skiba, czyli ona nie ma nazwiska. Jestem zszokowana takim lekceważeniem polszczyzny i faworyzowaniem angielskiego przez telewizję publiczną, która z założenia powinna dbać o język ojczysty. Już pomijam fakt, że ze świecą trzeba szukać polskiego repertuaru w tym programie. Proszę o wyjaśnienie tej sytuacji.

Z wyrazami szacunku

Iwona Aleksandrowska

Efekt? Gdy w następną sobotę zasiadłam przed telewizorem,  miałam powód do radości. Zarówno Tomasz Kammel jak i Halina Młynkowa pięknie odmieniali nazwiska, prezenter pracowicie tłumaczył też wszystkie kwestie wypowiadane po angielsku. A w finale okazało się, że cudzoziemski uczestnik mówi po polsku. Zatem po co był ten cały cyrk? Chyba tylko po to, by Górniak z Sadowską popisały się, że znają język obcy.

Patriota nie płaci podatków

Zbliża się rocznica wybuchu powstania warszawskiego. Wzmożenie patriotyczne coraz bardziej krąży w narodzie. Czuć to wyraźnie w powietrzu, widać w mediach i na ulicy. Ale czym dziś jest patriotyzm? Szlag mnie trafia, gdy słyszę, że to płacenie podatków. Żyjemy w złodziejskim państwie, które stara się łupić nas na każdym kroku, a my jeszcze mamy nazywać to patriotyzmem?! „Frajerzy, kompletni frajerzy” – pozwolę sobie zacytować ministra Sikorskiego. Ta definicja patriotyzmu została wymyślona kiedyś przez ministra finansów, nie mam wątpliwości. Dziwię się więc, że  tak wiele osób daje się na nią nabrać, choćby Maciej Maleńczuk, który niedawno w ” TVN Style” powtórzył tę bzdurę. Dla mnie patriotyzmem dzisiaj jest traktowanie jako wartość kultury polskiej, ze szczególnym uwzględnieniem języka polskiego. Polszczyzna to bogactwo, nasza tożsamość i wielka literatura. Dziś jednak jest zagrożona, dlatego postawą patriotyczną jest dbanie o nią. A jest zagrożona nie dlatego, że coraz więcej w niej słów angielskich, ale dlatego, że angielszczyzna uderza w samą istotę naszego języka i wpływa na jego strukturę. Mam na myśli choćby tendencję do ograniczania fleksji czyli odmiany przez przypadki i liczbę. Tymczasem fleksja polska jest ściśle związana ze znaczeniem wyrazów, nieodmienianie może zatem prowadzić do nieporozumień. Przykład: w prasie często pojawia się wyrażenie „Małgorzata i Jacek Rozenek”. A zatem kobieta nazywa się Małgorzata, mężczyzna zaś – Jacek Rozenek. Ona nie ma nazwiska, ten przywilej jest zarezerwowany dla niego. To ewidentny wpływ anglosaskiej patriarchalnej kultury i jej języka. Niezbyt poważny, zdawałoby się, błąd językowy (poprawna forma: Małgorzata i Jacek Rozenkowie) pociąga więc za sobą dyskryminację kulturową kobiety. Przykłady można by mnożyć. Dbajmy więc o polszczyznę, to jest prawdziwy patriotyzm. A nie bycie łupionym przez ministra finansów.