My, Polacy jesteśmy świetni

Niespecjalnie się zdziwiłam, gdy zobaczyłam takie oto obrazki z sylwestra w Londynie. Międzynarodową hołotę widziałam też niedawno w Rzymie, a dokładnie w Bazylice św. Piotra. Byłam świadkiem takich m.in. oto rodzajowych scenek. Dziewczę skośnookie wyginające się w seksownych pozach do zdjęcia (do dziś żałuję, że nie powiedziałam jej, że to nie „fashion tv”),  Niemiec odbierający telefon i bez żenady rozmawiający na cały głos, choć dwa metry od niego jak wół wisi napis w kilku językach od arabskiego poprzez niemiecki na chińskim skończywszy: „Miejsce święte. Prosimy o ciszę”. Napisu po polsku nie ma, wiadomo: jesteśmy z kosmosu, ale żadnemu Polakowi do głowy nie przychodzi takie zachowanie. Dalej: inna skośnooka jedząca kanapkę, kolejna laska wyciągająca termos i popijająca herbatę na środku bazyliki. Grupa Rosjan śmieje się do rozpuku w tym jakże jajcarskim miejscu. O zdjęciach i selfie na tle zwłok papieża Jana XXIII widniejących w przezroczystym sarkofagu nie wspomnę. To już rutyna, strażnicy w ogóle nie reagują. A wszystko dzieje się przy ołtarzu głównym, pod którym, jak wierzą chrześcijanie, znajduje się grób św. Piotra. Jednym słowem miejsce święte – serce chrześcijaństwa i kolebka naszej cywilizacji. A Polacy? Cisi jak trusie modlą się pokornie przy grobie Jana Pawła II. W innych miejscach: restauracjach, knajpach, muzeach to samo.  Cichutcy, zakompleksieni, z prędkością światła odpowiadający po angielsku, żeby ich nikt broń Boże, nie uznał za nie znających tego języka, przecież byłby obciach straszny i od razu wydałoby się, że są z prowincji. Jesteśmy zresztą jedynym narodem na świecie, w którym jedna z definicji patriotyzmu głosi, że polega on na tym, żeby nie robić obciachu za granicą. Pijanym Angolom w Krakowie do głowy nie przychodzi, że mają się jakoś specjalnie zachowywać, że ktoś ich ocenia, że wystawiają złe świadectwo królestwu itp. itd. A nam niestety, tak. Pijanych Angoli widziałam zresztą także w Rzymie. Darli się na pół knajpy. Gdy powiedziałam koleżance, że przeszkadza mi ten hałas, okazała się nad wyraz wyrozumiała: „No co, przecież się tylko bawią”. Gdyby to byli Polacy, powiedziałaby zapewne: „Ależ bydło, robią nam obciach”.  Dlaczego tak się dzieje? Bo, tak naprawdę, nie wierzymy w siebie i w swoją wartość. Mamy mnóstwo kompleksów i myślimy, że jesteśmy gorsi od innych nacji, a tymczasem prawda jest dokładnie odwrotna w kwestiach opisanych powyżej i wielu wielu innych.  Gdy opowiadałam znajomym o tym, co widziałam w Rzymie, za wszelką cenę starali się wyszukiwać nasze złe strony. „No tak, ale Polacy to, Polacy tamto. Też się źle zachowują, w innych sytuacjach robią to czy owo”. Trudno było im przyjąć prawdę, że nie ma żadnego „ale”. Że możemy w czymś być lepsi od zachodnich Europejczyków po prostu. Bez żadnego „ale” i szukania dziury w całym. Bardzo to smutne.

Donald Tusk a „kompleks polski”

Donald Tusk złożył życzenia Ukrainie z okazji jej święta narodowego. Życzenia po ukraińsku, ale w transksypcji angielskiej. Czyżby kolejny przejaw „kompleksu polskiego”? Wszak immanentną cechą polskiego premiera jest chwiejność, niezdecydowanie i potrzeba podobania się wszystkim czyli nikomu. Słowem: idealne wcielenie witkacowskiego bohatera rozdartego między Wschodem a Zachodem. Tym razem, na szczęście, jego angielszczyzna jest zrozumiała. Uspokoił mnie Michał Rusinek, były sekretarz Wisławy Szymborskiej. – Wprawdzie taki zapis po angielsku wygląda śmiesznie, zwłaszcza dla Polaka, ale w przypadku przywódcy państwa jest zrozumiały. Bo bardziej chodzi tu o aspekt międzynarodowy niż międzysłowiański – uważa Rusinek.