Kupa śmiechu czyli roast Wojewódzkiego

Długo zastanawiałam się, czy zabrać głos w sprawie roastu Kuby Wojewódzkiego, bo mój blog to zbyt eleganckie miejsce, ale doszły mnie słuchy, że Anna Dereszowska cieszy się, że wzięła w nim udział. Dlaczego? Bo na facebooku przybyło jej dwa tysiące fanów. Proponuję aktorce Annie Dereszowskiej, by nagrała w łazience filmik, jak załatwia swoje potrzeby fizjologiczne i opublikowała go w sieci. Przybędzie jej kolejne dwa tysiące fanów. A może i więcej.

Wojewódzki i Figurski znowu razem?

Niedawno poddałam szatański pomysł Edwardowi Miszczakowi, by dla zwiększenia oglądalności programu Kuby Wojewódzkiego  zaprosił do studia Michała Figurskiego. Panowie, jak wiele na to wskazuje, mają sobie coś jeszcze do wyjaśnienia po tym, jak po słynnym żarcie z Ukrainek tylko jeden z nich – Michał Figurski poniósł tego konsekwencje, tracąc pracę. Nie mogłam zatem nie wykorzystać okazji, kiedy to na wczorajszej ramówce Polsatu zobaczyłam Figurskiego. Spytałam Michała, czy byłby  w stanie przyjść do programu Wojewódzkiego. – Temat nie nowy. Rozmowy trwają – odpowiedział. A jednak… Byłam zaskoczona. Byłbyś w stanie wybaczyć Kubie? – To nie jest kwestia wybaczyć, nie wybaczyć. Każdy z nas jest w innym miejscu w tej chwili i każdy dba o własne interesy, a spotkanie w programie byłoby standardową procedurą zapraszania gości i przyjmowania takich zaproszeń. Macie kontakt ze sobą? – Nieustający, cały czas się potykam o Kubę a to w radiu, a to w telewizji. On, mam nadzieję, też ogląda „Widzimisię” – spuentował Michał Figurski. Czekam na odcinek Wojewódzkiego z jego udziałem.

Liczą się tylko emocje

Co czuje do Edwarda Miszczaka? Czy Edyta Pazura ma szansę na powrót do Polsatu i dlaczego Michał Koterski zawiązuje sobie kokardki na rękach? O tym i nie tylko rozmawiam z Niną Terentiew, dyrektor programową telewizji Polsat.

Bardzo jestem ciekawa, co powiedział pani Edward Miszczak tuż po tym, jak okazało się, że Polsat kupił „Taniec z gwiazdami” i program odniósł sukces?

Widzieliśmy się wtedy, ale ponieważ lubimy się, to nie rozmawiamy na tematy, które mogłyby zakłócić nasze dobre stosunki.

Naprawdę prywatnie państwo się lubią?

Lubimy się, znamy, wiemy, co robimy, ile jesteśmy wzajemnie warci. I szanujemy się. Edward w tamtym momencie zapewne myślał, że gwiazdy się skończyły. Ja uważam z kolei, że maszyna szybko się kręci. Przecież większości uczestników 1. edycji 3 lata temu nie było na rynku. Kto słyszał wtedy o Joannie Moro czy Natalii Siwiec? „Taniec z gwiazdami” w Ameryce jest wciąż programem numer 1. Na panelu, na którym byliśmy w Londynie z udziałem krajów realizujących ten program, okazało się, że Amerykanie bardzo często pokazują tak niezwykłe osoby jak nasz Jasio Mela, które nie są celebrytami i nigdy nimi nie będą. To, co Jasio powiedział, że najbardziej boi się popularności, było szczere i prawdziwe. Byłam na próbie, on fantastycznie tańczy. Jeżeli ktoś zdobył biegun, to da radę i w tańcu. Takie osoby są elektryzujące. Albo Misiek Koterski, który głośno przyznaje się do tego, że jest dyslektykiem i wiąże sobie kolorowe kokardki na rękach, żeby wiedzieć, gdzie jest prawo, a gdzie lewo. Myślę, że do końca tego nigdy nie zapamięta, ale sądzę, że nie za to, że perfekcyjnie tańczy będzie go kochała publiczność.

Dlaczego postawiła Pani na Anię Głogowską? Jako prezenterka jest ona amatorką…

Dlatego że była prowadzącą nasz poprzedni program o tańcu i ma w sobie szalony wdzięk. Poza tym wie, o czym mówi. Jeżeli na backstagu stoi ktoś, kto wie, czym jest taniec, czy jury skrzywdziło czy też nie uczestnika, to może to powiedzieć z całą odpowiedzialnością. Prezenter nie jest osobą, która z promptera odczyta dobrze napisany przez kogoś tekst. Nieźle jest wtedy, kiedy prezenter może stanąć po 2. stronie. Tak jak Piotr Gąsowski w „Twoja twarz brzmi znajomo”, który równie dobrze mógłby być uczestnikiem. Świat nie dzieli się na prezenterów, uczestników i jurorów. Wszyscy mogą zamienić się miejscami, byleby tylko publiczność to kupiła. A to, czy prezenter się pomyli, jest drugorzędne.

Emocje najważniejsze?

Tylko emocje. Świat żywi się łzami, radością, rozpaczą.

Krążą legendy na temat tego, kto jest pani ulubieńcem, a kto popadł w niełaskę. Czy umie pani odróżnić, kiedy ktoś podlizuje się pani, żeby coś załatwić?

O tym, kto popadł w moją łaskę lub niełaskę dowiaduję się z tekstów dziennikarzy. Ale dziennikarze muszą o czymś pisać, maszyna musi się kręcić. Są fakty i fakty prasowe, ale tak jest na całym świecie i ja nie mam nikomu tego za złe. Piszecie, co chcecie, bo taką macie robotę. Ja mam swoją robotę, w której, szczerze mówiąc, nie ma miejsca na łaski i niełaski. Ja czyli stacja potrzebujemy tylko łaski widzów.

Niedługo w nowym serialu Polsatu zagra Cezary Pazura. Jaki był zamysł, by to jemu zaproponować tę rolę?

Czarek Pazura jest jednym z najlepszych polskich aktorów, nie tylko komediowych. Pamiętam, kiedy jeszcze pracowałam w Dwójce, był taki serial „Oficerowie”, w którym Czarek grał inspektora policji, alkoholika na wielkim zakręcie życiowym. I był genialny. Może Czarek zamęczył nas trochę swoją komediowością, ale właśnie przyświecał mi taki zamysł, żeby przypomnieć, że jest to aktor Pasikowskiego z jego najlepszych czasów, z „Psów”, z „Krolla”. Czemu Czarek ma umrzeć na scenie jako rozśmieszacz publiczności? Potrafi znacznie więcej.

Rozumiem, że u państwa zagra on niekomediową rolę?

Absolutnie niekomediową. Zagra adwokata, który z jednej strony bardzo kocha swoją córkę, z drugiej nie umie jej tego okazać. Będzie ojcem, jakiego by się nie chciało mieć.

Kiedyś w Polsat Cafe program prowadziła żona Cezarego Pazury, Edyta, co wzbudzało ogromne emocje internautów. Czy gdyby chciała wrócić do stacji, widziałaby pani dla niej miejsce?

Nie bardzo to pamiętam, natomiast każdy ma swój czas albo jest źle obsadzony czyli okazuje się, że myliliśmy się. I dopiero życie pokazuje, jak jest naprawdę. W programie „Twoja twarz brzmi znajomo” widzowie poznali osoby, o których istnieniu wcześniej nie wiedzieli. I zakochali się w nich bez pamięci. A więc różnie bywa. Tu nic nie jest takie proste. Telewizja jest najbardziej nieprzewidywalnym biznesem świata.

A jednak w tej branży osiągnęła pani sukces. Co jest jego ceną, zwłaszcza w przypadku kobiety?

Cena zależy od kobiety, od tego, jakie ma priorytety i czy umie pogodzić różne sfery życia. To nie jest jakaś specjalność telewizji. W każdym zawodzie, jeśli chcesz osiągnąć sukces, płacisz cenę. Bo życie jest trudne, a praca absorbująca.

Mówi się, że na szczycie samotność jest najbardziej doskwierająca.

Nie czuję, żebym była na szczycie ani nie czuję się samotna. Nie zapłaciłam więc jakiejś strasznej ceny, żeby tu lać łzy.

Edward Miszczak przyznał w rozmowie ze mną, że szuka nowego pomysłu na show Kuby Wojewódzkiego. Czy pani miałaby jakiś pomysł, by tę formułę odświeżyć? Nie musi go pani zdradzać głośno. (śmiech).

Ja muszę myśleć o pomysłach na ludzi, którzy pracują w naszej stacji mimo mojego ogromnego szacunku dla Kuby. Trzeba cały czas starać się o widzów i nie obrażać się na nich. Być blisko nich.

Nieustannie musi pani analizować wyniki i słupki oglądalności. Czy miała pani czas na wakacje?

Muszę wypuścić tę ramówkę i w 2. połowie września pojadę do jakiegoś pięknego ciepłego kraju. Będę pływała, jadła pyszne rzeczy, piła smakowite wino i… aby do selwestra!

Tak jest co roku, że praca najintensywniejsza w wakacje, a urlop po starcie ramówki?

Tak, bo wakacje są tym momentem, kiedy wszystko musimy przygotować. To tak jak przed premierą w teatrze. A jak już konie po betonie pójdą, nie mam na nic wpływu. Wtedy mogę odpocząć z zadowoleniem, bo mi się udało, albo jest mi smutno. Ale w następnym sezonie będzie lepiej. Każda stacja ma takie sinusoidy.

Utrzymuje pani kontakt z Agatą Młynarską?

Ostatnio miałyśmy kontakt meilowy i esemesowy, ponieważ Agata chorowała i wiem, że chciała być sama. Wymieniłyśmy parę czułych słów, ale nie widziałyśmy się dość dawno, ze trzy miesiące.

Rozmawiała Iwona Aleksandrowska

Nazywać rzeczy po imieniu

Czy Kuba Wojewódzki spadnie z anteny, czy on sam cierpi na kompleks Roberta Kozyry i za co jest wściekły na Pawła Małaszyńskiego? O tych i innych sprawach rozmawiałam z Edwardem Miszczakiem, dyrektorem programowym TVN w czasie konferencji programowej tej stacji.

CZĘŚĆ 1 i 2

Niedawno zagrał pan epizod w „Czasie honoru”. Jak się pan czuł jako aktor?

To była przygoda. Kiedyś na balu charytatywnym prowadzący mnie trochę podeszli, zdecydowałem się na to nagranie, bo wtedy głośna była rola Roberta Kozyry w tym serialu. Pomyślałem więc, że spróbuję i ja. Potem miałem wrażenie, że troszkę zrobiłem kłopot chłopakom z telewizji publicznej. Oni przez chwilę się zastanawiali, co z tym pasztetem zrobić.

Mogli pana potraktować jak V kolumnę.

Najpierw straszyli, że zrobią ze mnie folksdojcza, a w końcu zostałem lekarzem. Bardzo fajna, miła przygoda.

Gdy mówił pan, że skoro Kozyra może grać hitlerowca, to i pan też, zwietrzyłam tu, proszę wybaczyć, psychoanalityk się we mnie odezwał, kompleks Roberta Kozyry, z którym rozstał się pan zawodowo. (mam wrażenie, że widzę iskrę w oczach pana dyrektora)

Nie. Robert szuka dla siebie miejsca.

Jaki dzisiaj ma pan do niego stosunek?

Bardzo przyjazny i pozytywny. Myśmy się wiele razy w swoim życiu spotykali i rozstawali. Śmieję się, bo kiedyś mi powiedział, że dzięki mnie zrobił karierę, bo nie przyjąłem go do RMF-u, więc został prezesem Zetki. Taka historia, raz na wozie, raz pod wozem. Normalne, byle mieć pomysł na siebie.

Jeśli mogę być szczera, drażni mnie głos Agnieszki Jastrzębskiej, który odbieram jako skrzeczący. Internauci też często wspominają o tym w komentarzach. Proponując pracę na wizji, nie bierze pan pod uwagę, jak gwiazda brzmi?

Biorę, ale nie ma jednego wektoru. Są zajebiści aktorzy, którzy mają głosy jak dzwon, ich przepona rozwali wszystko. Tylko że są plastikowi, nic z nich nie ma. Agnieszka kocha reality, a poza tym jej w programie nie ma za wiele. Prowadzący jest tu najmniej ważną postacią, bo najistotniejsza jest relacja mamy i syna. Tu jest teatr. A Agnieszka ma tylko stworzyć ramkę.

Stąd ten kompromis głosowy?

Głos nie ma znaczenia. Anja Rubik też nie ma najcudowniejszej dykcji, ale jest ukochaną polską modelką i każdy by się za nią dał pokroić.

Ukochana jest z przyczyn wizualnych a nie głosowych.

Różnych. Z tego że odniosła sukces, że jest Adamem Małyszem w modzie. Z wielu powodów.

Kuba Wojewódzki na konferencji TVN złożył deklarację, że tęskni do Agnieszki Chylińskiej i „Mam talent”.

Raczej do Agnieszki. Program jest zamknięty i to jest kwestia passe. Ale można wymyślić nową formułę, gdzie będą występować razem.

Chodzi panu po głowie coś takiego?

Chodzi. Taka chemia, jaka się zdarzyła pomiędzy Agnieszką i Kubą, jest warta uwagi. Proszę zauważyć, że wcześniej Prokop i Hołownia nie pracowali razem, a to jest dzisiaj jeden z najlepszych duetów, jaki występuje w Europie. Producentka, który robi „Mam talent” w Wielkiej Brytanii i ma tam dwóch brytyjskich prowadzących, przyjechała i przyznała, że oni muszą mieć tekst. A Prokop z Hołownią improwizują. Spontanicznie inicjują różne sytuacje. I to widzowie kochają. Podobnie jak to, że wychodzi dwóch facetów: jeden za duży, drugi za mały. Widzimy, jak to wygląda.

Rzeczywiście to gra. Są jak Flip i Flap. Co zatem najbardziej kocha pan u gwiazd? Tak że myśli pan: „O, dla tego człowieka warto coś wymyślić”.

Jeśli widzę, że nie zlewa całej oferty, że bardzo intensywnie pracuje, że chce w tym wszystkim fajnie zafunkcjonować, to ja poświęcam mu mnóstwo uwagi i czasu. Nie znoszę tylko wtedy, jak interesuje go ścianka, a nie kontakt z widownią. Jak jeszcze widzę, że aktor odchodzi z serialu, bo sobie założył, że tylko trzy serie zagra. Co ja mam wtedy widzowi powiedzieć, z którym zawarłem umowę, że będzie mógł go oglądać? Widz mi mówi: „Nie dawaj mi takiego faceta, co w połowie drogi wyskakuje z autobusu”.

Jest pan wściekły na Pawła Małaszyńskiego?

Jestem troszkę wściekły, bo to nie był zły serial. Wręcz fantastyczny. I osiągnął duży sukces. Rozumiem argumentację aktora: ma inne oferty, tutaj oddał serce na trzy serie i idzie dalej. Ale trudno mi się pogodzić z taką umową, bo my jak to tak czuję przynajmniej, każda z osób, która pracuje na ekranie, zawiera z tym widzem umowę. Ty jesteś, dopóki nam się ten romans nie znudzi. Ale jak ktoś ma inne, bardzo hermetyczne zasady, to one ubijają mu drogę.

Wracając do Kuby, oglądalność jego programu cały czas spada. Bierze pan pod uwagę zdjęcie go z anteny?

Oglądalność nie spada. Jest niższa wtedy, kiedy ma słabego gościa. I cały problem Kuby polega na tym, że jego goście się często boją, że o coś prywatnego zapyta, że coś tam się wydarzy. Musimy się z tym jakoś zmierzyć, bo problemem Kuby jest dziś tylko nierówny poziom gości. Jednego ma rewelacyjnego, a drugiego słabego.

A co znaczy gość rewelacyjny?

To taki, którzy przyjmie jego formułę, czyli będzie się bawił. Być może jest tak, że Kuba się wyspecjalizował w zadawaniu pewnych pytań. Gdy był bardziej nieporadny, dało się do niego przyjść, a dzisiaj jest megaprofesjonalny i część ludzi się go boi. Dzisiaj chciałem zapytać, czy Agnieszka Dygant przyjdzie kiedyś do niego. Jest jakiś powód, dla którego woli nie przychodzić. Zastanawiamy się więc z Kubą nad modyfikacją tego programu.

Wiem, jaki gość przyciągnąłby miliony widzów. Sprzedam panu gratis ten pomysł. (widzę pełne ciekawości oczekiwanie w oczach pana dyrektora)

Michał Figurski.

Sprytne.

Wszyscy by oglądali.

Na pewno.

Ostatnie pytanie.

Zamęczy mnie pani.

Bo pan jest bardziej inspirujący niż gwiazdy tu obecne. Nie moja wina. A propos programów informacyjnych: czy pańskim zdaniem powinno się zapraszać do studia osobę, która stosuje przemoc? Mam na myśli tego transseksualistę, który pobił człowieka.

Wszystko zależy od tego, w jakim celu się ją zaprasza. Bo jeśli po to, by promować, to nie. A jeśli nazywa się sprawę po imieniu, to uważam, że nie ma powodu do blokady. Nie możemy budować rzeczywistości, która jest fałszywa. Ten człowiek istnieje i dzisiaj przy możliwościach, jakie daje internet, dojdzie do publiczności bez problemu. A im bardziej go blokujemy, tym większą ma popularność.

Czyli Korwin-Mikke w TVN też będzie?

Nie wiem, wszystko zależy od rozwoju sytuacji.

Rozmawiała Iwona Aleksandrowska