Patriota nie płaci podatków

Zbliża się rocznica wybuchu powstania warszawskiego. Wzmożenie patriotyczne coraz bardziej krąży w narodzie. Czuć to wyraźnie w powietrzu, widać w mediach i na ulicy. Ale czym dziś jest patriotyzm? Szlag mnie trafia, gdy słyszę, że to płacenie podatków. Żyjemy w złodziejskim państwie, które stara się łupić nas na każdym kroku, a my jeszcze mamy nazywać to patriotyzmem?! „Frajerzy, kompletni frajerzy” – pozwolę sobie zacytować ministra Sikorskiego. Ta definicja patriotyzmu została wymyślona kiedyś przez ministra finansów, nie mam wątpliwości. Dziwię się więc, że  tak wiele osób daje się na nią nabrać, choćby Maciej Maleńczuk, który niedawno w ” TVN Style” powtórzył tę bzdurę. Dla mnie patriotyzmem dzisiaj jest traktowanie jako wartość kultury polskiej, ze szczególnym uwzględnieniem języka polskiego. Polszczyzna to bogactwo, nasza tożsamość i wielka literatura. Dziś jednak jest zagrożona, dlatego postawą patriotyczną jest dbanie o nią. A jest zagrożona nie dlatego, że coraz więcej w niej słów angielskich, ale dlatego, że angielszczyzna uderza w samą istotę naszego języka i wpływa na jego strukturę. Mam na myśli choćby tendencję do ograniczania fleksji czyli odmiany przez przypadki i liczbę. Tymczasem fleksja polska jest ściśle związana ze znaczeniem wyrazów, nieodmienianie może zatem prowadzić do nieporozumień. Przykład: w prasie często pojawia się wyrażenie „Małgorzata i Jacek Rozenek”. A zatem kobieta nazywa się Małgorzata, mężczyzna zaś – Jacek Rozenek. Ona nie ma nazwiska, ten przywilej jest zarezerwowany dla niego. To ewidentny wpływ anglosaskiej patriarchalnej kultury i jej języka. Niezbyt poważny, zdawałoby się, błąd językowy (poprawna forma: Małgorzata i Jacek Rozenkowie) pociąga więc za sobą dyskryminację kulturową kobiety. Przykłady można by mnożyć. Dbajmy więc o polszczyznę, to jest prawdziwy patriotyzm. A nie bycie łupionym przez ministra finansów.

Polacy to jednak gęsi

Według „Gazety Wyborczej” a konkretnie Romana Pawłowskiego kolekcja koszulek i chust autorstwa Roberta Kupisza, promująca film o powstaniu warszawskim „Miasto 44″ to „ponury żart”, niestosowny w przypadku tak wielkiej narodowej tragedii. Nie czuję, żeby projektowanie ubrań inspirowane powstaniem szkodziło jego legendzie. Mnie o wiele bardziej bulwersuje tytuł kolekcji „Miasto 44 by QПШ Robert Kupisz” a konkretnie przyimek „by”. Jak można, tworząc kolekcję tak bardzo polską, używać angielskich słówek?! To ma być patriotyzm?! To jest dopiero ponury żart. I przejaw prowincjonalizmu, kompleksów, zaścianka a wręcz postawy antypatriotycznej. Język polski jest zagrożony, może jeszcze nie dziś i nie jutro wyginie, ale z jego stanem jest coraz gorzej. Właśnie przez tak bezmyślne wtrącanie angielskich słówek i unikanie deklinacji pod wpływem angielszczyzny. Wystarczy posłuchać redaktora Durczoka, któremu do głowy nie przyjdzie odmiana nazwiska posła Ziobry. Przypomina mi się XVII wiek, kiedy to polszczyzna była bardzo zanieczyszczona makaronizmami czyli wstawkami z łaciny. W XVIII wieku jednak pod hasłami oświeceniowymi powrócono do klasycznego piękna języka przodków. Dziś nie widzę szansy na nowe oświecenie. Raczej na pogłębienie tendencji i dalsze zaśmiecanie języka. Szkoda, że również pod hasłami patriotycznymi.