Moje watergate

Kilka tygodni temu, lecąc na wakacje do Rzymu, korzystałam z lotniska w Modlinie. I ujrzałam przedziwne napisy. Obok angielskich „gate open” tzw. „polskie” czyli „gate otwarty”. Nie wiedziałam, czy płakać, czy śmiać się z takiego potworka językowego. Moi współpasażerowie, obcy ludzie, nie-poloniści wybrali to drugie. Żartowali, że powinien być napis „gej otwarty”. Po powrocie do ojczyzny zadzwoniłam zatem do rzeczniczki prasowej Modlina, Magdaleny Bojarskiej. A ona na to, że istnieje w języku polskim słowo „gate”. Myślałam, że się przewrócę.  Poprosiłam więc o opinię panią prof. Dorotę Zdunkiewicz-Jedynak z Instytutu Języka Polskiego na Uniwersytecie Warszawskim. Pani profesor zaleca tradycyjną, rodzimą formę, zwłaszcza gdy chodzi o zarząd lotniska, który powinien promować jak najstaranniejszą polszczyznę.  Jej opinię wraz z linkiem do Wielkiego Słownika Języka Polskiego, w którym próżno szukać „polskiego”, zdaniem rzeczniczki Modlina słowa „gate” przesłałam Magdalenie Bojarskiej. Wyraziłam oczekiwanie, że władze lotniska zmienią napisy na polskie. Moim zdaniem powinno to być oczywistą oczywistością. Tym bardziej, że nowi rządzący codziennie trąbią w tv o kulturze narodowej. Jak to się ma do promocji angielszczyzny na polskim lotnisku? Czekam na odpowiedź Modlina. Trzymajcie kciuki.